piątek, 27 stycznia 2017

Prolog



Tego dnia, kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, byłam pewna, że to nie ma prawa zakończyć się dobrze ...


Rybnik, piątek.


Zosia ogląda live winner, Julka robi za maskotko-sprzątaczkę w Orange, a ReTo jest, chuj wie gdzie. Dlaczego akurat dziś, kiedy mój portfel od rana woła „Opróżnij mnie”, moja szafa krzyczy „Potrzebuje nowych ciuszków!”, a brzuszek mamrocze „Halo? Jestem głodny”, nikt nie ma dla mnie czasu?
Samotne zakupy to żadna frajda. Kto pochwali mnie tekstem w stylu „Chryste! Wala, ta kiecka opina Twój tyłeczek i wyglądasz seksi”, a ja udam wielce zaskoczona tym faktem, choć wiem, że we wszystkim wyglądam wybornie. Wszyscy pozostawili mnie zdaną na samą siebie w tej smogowej stolicy kraju.
Jestem zła i smutna. Nic nie kupiłam. Nie chce mi się żyć. Co jest lekiem na wszystko? Jedzenie...

Stukając czerwonymi paznokciami o blat, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Czułam, że coś mi tu nie gra, a dziwnym trafem za każdym razem, kiedy miałam takie odczucia, chodziło o coś, co miało ścisły związek z Chinolami. Postanowiłam więc dokładnie przyjrzeć się pomieszczeniu.
Od lat nic tutaj się nie zmieniło. Tanie obrazki na ścianach, parę kwiatów tu i ówdzie. Wszystko stało dokładnie na swoim miejscu. Knajpka była pełna ludzi jednak nic dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż na dworze rozhulała się porządna burza, która pewnie potrwa jakiś czas. What? Burza w lutym. Czy to fatum? Super, utknęłam tutaj na amen. Tylko ja i naleśniki. Zapowiada się szampańskie popołudnie.

Ignorując moje domniemania, że coś tutaj jest nie halo, wyjęłam telefon, skupiając na nim swoją uwagę. Przeglądałam instagrama, a na słuchawkach leciała moja playlista z ReTo. Niemal mam mokro na dźwięk jego głosu.
Moje zamówienie położyła mi na stoliku malutka kelnerka. Wyszeptała nieśmiało „smacznego”, a kiedy odchodziła, ja śledziłam ją wzrokiem. Coś mi nie gra w tej lasce.
Rozejrzałam się jeszcze raz po pomieszczeniu i chwyciłam widelec, chcąc nakarmić głodną bestię w moim wnętrzu. Odkroiłam kawałek widelcem.
Zaraz zaraz.. Uniosłam głowę, zerkając na osobę siedzącą naprzeciwko. Żółta karnacja, skośne oczy ... Chinol. W dodatku znajomy. Do kurwy, znam tę mordę. Ale nie. To niemożliwe.
Odłożyłam widelec i chwyciłam komórkę w dłonie. Wpisałam Mino w przeglądarce i włączyłam pierwsze lepsze zdjęcie z jego buzią. Nie myliłam się. Tylko co jego chińska dupa robi tutaj w Rybniku.

Sulkowska, prezes w stowarzyszeniu autorów gejporno S.A. to teraz jedyne czego potrzebuje.
Odebrała po dwóch sygnałach. Fajnie się obija w robocie, fajnie.
—Wala, co chcesz, jestem w pracy — jęknęła do telefonu.
—Stara, nie uwierzysz, kto jest w naleśnikarni — powiedziałam, ignorując jej słowa, usiłując uspokoić mój głos, tak żeby ludzie wokół nie patrzeli na mnie, jak na idiotkę. Trzeba stwarzać jakieś pozory, prawda?
—Twoja godność się zmaterializowała — odpowiedziała znudzonym tonem — Pogadaj z nią, może jeszcze do Ciebie wróci — mogłam sobie wyobrazić jej chytry uśmieszek na twarzy.
—Chryste Paniczko! To nie czas na żarty Sulkowska — zganiłam ją, mimo że jej dowcipas był całkiem, całkiem. Jednak to nie miejsce na takie śmieszki! — Mino tutaj jest!
—Mówiłaś, że to nie czas na kawały — usłyszałam, jak chichocze do słuchawki.
—Stara mówię Ci, że to on — mówię, rozglądając się wokół. Czemu ludzie na mnie patrzą? Przecież nie rozmawiam głośno.
—Mino w Rybniku? — zaśmiała się — Może jeszcze siedzi obok ReTo i gadają po hiszpańsku.
—No pewnie, omawiają swoją kolaborację — kpię. Czemu mi nie wierzy?
No tak, przecież sama nie wierzę w to, co widzę, więc jak ona ma to zrobić. To paradoks!
—Wiktoria, śmiem stwierdzić, że to, co mówisz, nie trzyma się kupy. Co niby Song robiłby w Polsce, dodatkowo siedząc w jakieś taniej naleśnikarni w Rybniku?
—Jak to, co stara? — zaczęłam — Je naleśniki.
—Jest z Tobą bardzo źle. To od tego smogu Ci odwala — wzdycha do telefonu.
O nie nie Sulkowska, smog nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy. A Mino w Polsce jest cholernym problemem.
—Julka, ja nie meme, przysięgam — mówię zrezygnowana — Jesteś w stanie tutaj przyjść?
—Jeśli w ten sposób próbujesz się na mnie odegrać za to, że podesłałam Męskiej Wali zdjęcie z Wala brwi, to Ci tego nie daruję, zrozumiałaś?
—Nie pierdol, tylko chodź tutaj, zanim zniknie ok?
—Wezmę krzyż ze sobą — chichocze po raz kolejny i kończy rozmowę.
Podczas oczekiwania na Sulkowską dokładnie śledziłam ruchy Mino. Wydawał się totalnie nieobecny, kiedy rytmicznie wystukiwał coś na klawiaturze swojego Macbooka. Co chwilkę oblizywał górną wargę. Talerz z jego naleśnikami był nietknięty podobnie zresztą jak mój. A może faktycznie planuje kolaborację z ReTo. Ja i Zosia w jednym teledysku. Piszę się na to!

Nagle dzwoneczek przy drzwiach zabrzmiał, informując o nadejściu nowego, potencjalnego klienta. Jak oparzona odwróciłam się w tamtą stronę, a moim oczom ukazała się przemoknięta do suchej nitki Sulkowska. Jej mina wyrażała tysiąc emocji na sekundę. Pomachałam w jej stronę, usiłując nie roześmiać się na jej widok, a przysięgam, było to trudne do wykonania.
Kiedy mnie dostrzegła, jej twarz nagle spoważniała. Wyrażała tylko chęć mordu. Wkurzona Sulkowska, metr pięćdziesiąt w kapeluszu. Przysięgam, że przeraziło mnie to nie na żarty.
Wgryzłam się w dolną wargę, usiłując nie wybuchnąć falą śmiechu. Postarajmy się zachować powagę sytuacji i nie zwracać na siebie zbytniej uwagi.
—Mam ogromną ochotę odbić Ci ten krzyż na czole mała — warknęła, siadając na ławce obok mnie.
—Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz — odpyskowałam. Mina na jej twarzy wyrażała jeszcze większe zażenowanie całą sytuacją. Roześmiałam się na głos, nie mogąc się pohamować, ale szybko otrzeźwiałam, przypominając sobie o niezwracaniu niepotrzebnej uwagi na nasze osoby. Średnio się mi to udało...
Julka pewnie sięgnęła po mojego nienaruszonego naleśnika, biorąc dużego gryza. Nawet nie protestowałam...
—Więc gdzie jest nasz chińczyk?—pyta z pełnymi ustami. Skinęłam głową, spoglądając na jej buzie, kiedy przeżuwała kawałek naleśnika. Spojrzała w stronę, która jej wskazałam, a jej pełna buzia niemal od razu uwolniła reszki przeżutego pancakes'a. Zdążyłam chwycić to, co wyleciało przed upadkiem na jej spodnie i od razu przeniosłam to na chusteczkę. Ślina Sulkowskiej na ręce to mój najmniejszy problem.
—I co teraz stara?—zapytałam, ale brak reakcji z jej strony upewnił mnie, iż Mino siedzący naprzeciwko sprawił ją w osłupienie. Och błagam, ReTo jest przystojniejszy.
Wzięłam widelec i zbliżyłam go powoli do jej otwartej buzi. To sprawiło, że wróciła na ziemię.
—SONG TUTAJ!—krzyknęła niemal na całą knajpkę.
Przysięgam, że nawet w Korei mogli ją usłyszeć. Nawet nieobecny Mino aka 'problem', zwrócił się w naszym kierunku, patrząc na nas jak na idiotki.
Bo co? Bo Sulkowska drze japę na całą restaurację. Żadna nowość...
—Co robimy z tym fantem?—zapytałam jak gdyby nigdy nic.
—Nie... Nie wiem—wyjąkała. Ok, marna z niej pomoc.
Wzięłam do ręki telefon, który leżał na stoliku z dala od plującej naleśnikami Julki. Wybrałam numer Zosi i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Odebrała po trzech sygnałach.
—Zielonka, agentka od spraw Minolskich, halo słucham?—typowa Zielonka...
—Co robisz?—zapytałam, skupiając wzrok na Julce, która wyszeptała „głośnik". Przełączyłam więc na tryb głośnomówiący.
—Oglądam live, przecież wiesz—odpowiedziała.
—Powiedz mi więc, jak Ci się podoba.
—Chłopaki głupio się bawią jak zawsze, jest w pyteczkę. Ale nie ma Songa. Pewnie balował z Zico całą nockę i teraz odsypia cwel—zaśmiała się. Oj Mino nie wygląda, jakby miał kaca.
—Pragnę wyprowadzić Cię z błędu Zielonka. Siedzi w naleśnikarni razem ze mną i Sulkowską. Za ile tu będziesz?
—Wala, masz nasrane w łepie, przysięgam...
—Zobacz zdjęcie, które Ci wysłałam—nie pozwoliłam jej dokończyć.
—Oki doki joł—zanuciła.
I wtedy nastała cisza, która chwilę potem zastąpił dźwięk odrzuconego połączenia.
Byłam pewna, że Zielonka jest już w drodze. Spojrzałam na Sulkowską, próbując odgadnąć jej myśli.
—Wiesz, co to znaczy?—zapytała, a mój telefon zawibrował, informując mnie o smsku który dostałam.
—Że Zielonka zaraz tu będzie—odpowiedziałam, odczytując wiadomość.

„bede tam za pól h. za wszelką cene nie spuszczajcie go z wzroku"


… Ale nie martw sie Zosiu, często sie mylę